Cyztasz: 1997-1999.
Data: 16 Mar 2008. Autor: admin.
Kategoria: Uncategorized.
1997-1999
Do K**** (zwierzaczka kamiennego)
Ty mnie rozumiesz zwierzaczku
Twoja dusza zaklęta jest w kamieniu
I boi się wyjść.
Ja jestem jak ty – brak mi odwagi aby się otworzyć.
Żeby było ciekawiej powyższy wiersz napisałem na lekcji matematyki myśląc o miłości i patrząc na kamiennego zwierzaczka Krówkę. Zresztą przez tą miłość miałem ciągłe problemy w tym z Panem Profesorem od matematyki, z którym się zresztą kiedyś pokłóciłem do tego stopnia, że spieprzył mi świadectwo maturalne oceną z matematyki na szczęście nie zdawałem tego przedmiotu na maturze. Mimo, że miałem niechęć do matematyki do dzisiaj twierdze, że ta ocena była wybitnie niesprawiedliwa i była złośliwością z Pana strony bo nie dał mi Pan szansy na poprawę ale coż life is brutal … i czas przeszły dokonany. No w każdym razie przez to, że pisałem ten wiersz na tej lekcji nie słuchałem co Pan Profesor mówi i w dostałem laczka. Cóż tak to już jest, że matematycy nie zrozumieją humanistów i ich wewnetrznych przeżyć, był to zresztą mój najgorszy dzień w całej historii nauki w szkole bo kumulacja wszytkich nieszczęść, które mnie w tym dniu spotkały była olbrzmia.. no ale to już jest temat na kiedy indziej …. a ja chyba jednak byłem jestem i będę humanistą….
Do MONIKI X********* (IIIC)
(oraz tych podobnych do niej )
Moniko
ty jesteś jak czerwona róża w blasku słońca
twój pączek – czym bardziej jest rozpalony
i rozbawiony tym jesteś piękniejsza.
Twoje kolce potrafią ukłuć bezbolesnym jadem
Miłości , po którym czuje się podekscytowany
Śnię o tobie na jawie ma luba
Lecz coraz częściej Twoja broń kłuje boleśnie
Wpuszczając truciznę, po której czuję się jak
Śpiący książę wśród cierni krzewów
skazany
Na 100 lat cierpienia. I jedyną drogą wyjścia
Jesteś ty lub inna róża która może poświęcić
Swój owoc dla mnie .
Różyczko moja, któraś wierszy nie chciała
Różyczko moja któraś komplementy odrzucała
Ty, któraś doprowadziła do tego ze owady nie
Chcą zapylać tych pięknych kwiatów ładniejszych od ciebie!
Różyczko moja – zabrałaś wszystkie kolory Tęczy przez co pozostał tylko czarny i biały Kolor.
Ty — która uważałaś się za „bosmankę”
najpiękniejszą różyczkę świata, choć
teraz nie przyznasz się do tego ,
Doprowadziłaś do tego ze bliźniacza różyczka
Chcąc ci dorównać stawała się taka jak TY- kochanie.
Szczęście , że na krótko
Różyczko moja tyś mnie „jebniętym psycholem”
Nazwała wiedz jednak, iż sama
Jebnięta jesteś – kochanie !!!!
Zadajmy sobie pytanie,
Dlaczego wszystkie najpiękniejsze róże
Z reguły są głupie ?
Odpowiedz jest prosta – te róże
Są u władzy więc dyktują ci warunki
Wydaje się im, że tak zawsze będzie
Niestety nie najdroższa – nadejdzie
Czas w którym przekwitniecie i
Wtedy płakać będziecie oj gorzko gorzko
- lecz łzy wam nie pomogą. Wtedy z cienia
wypłyną te, które były przez was
gnębione – by przejąć waszych najdroższych
na zawsze !
Boże! Daj aby te naiwne beztroskie niewiasty
Zrozumiały to w kwiecie wieku bo później
Już będzie za późno!
Co się zaś tyczy Ciebie –kochanie
Nie mogę zrozumieć jednego
Jak roślina mająca zdolności
Parapsychologiczne może być tak jadowita
Jak ty!!
Jest jednak w Tobie więcej jadu miłości niż
Trucizny – kochanie.
Boże!! Daj! Abyś zrozumiała to wszystko
Różyczko moja A zdolności swoje
Wykorzystywała w pozytywnych, moralnych Celach
Powyższe o ile wogle można nazwać poezją, prozą czy czymkolwiek mapisałem pod wpływem emocji na wycieczce do Małego Cichego w Zakopanem (nie pamietam która to była klasa ale chyba III LO). Zastanawiałem się czy go tutaj zamieścić bo należy do jednych ze słabszych poematów ale zamieszczam ku przestrodze do tych wszystkich “królewien” na Świecie , które uważają się za niewiadomo kogo — PAMIĘTAJCIE WASZA URODA Z CZASEM PRZEMINIE I WTEDY WY BĘDZIECIE MIAŁY PRZERĄBANE ! Zresztą w ekonomii jest taka zasada, że pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy – czyli psucie pieniądza. Nie będe roziwjał tej myśli … kontemplujcie sami ….
Do 31179/D
( Historia pierwszej miłości ….)
Gdym wszedł w próg
drugiego życia odmętu,
obaczył żem miłość
pierwszego zamętu
Nie wiem jak przecie to się stało,
że się jej we mnie zakochało
Jam nie dojrzał z początku uroku tej dziewki,
nie wierzył żem w miłość od podszewki.
Złym doświadczeń nauczon zasady,
że się nie tyka z pozoru fajnej baby,
nie angażował żem się jak to kiedyś było
by nie zostać pośmiewiska przyczyną.
Lecz Bóg chciał inaczej,
siła to przecież wewnętrzna sprawiła,
och jakaż ona wielka była
by móc zaaranżować spotkanie
w wielkim ogrodzie zaklętym
wokół jeziora zamkniętym.
Dla nas.
My w tym jeziorze,
w jesienne zorze
tańczyliśmy walczyka
i byliśmy ku sobie
jak dwa białe łabędzie
szczęśliwi, w humorze.
Piękna to była chwila,
pierwsza randka tak przemiła.
Lecz długo nie trwała ta chwila
bo się tak jakoś cosik stało
że się wszystko rozleciało.
Czar jednak tego był tak duży,
że zapomnieć nigdy
tego nam się nie zasłuży.
Więc wiedz łabędzico kochana
że zawsze będę o tobie pamiętał
i co rok w rocznicę wydarzenia tego
jeden wiersz na pamiątkę napiszę,
i przyjacielem dla ciebie będę
na wieki.
Bogini mego serca .
Boginio mego serca,
piękna, czarna madonno
twa cera
aksamitem jest pokryta
płynna,
ale i szorstka miejscami
zarazem.
U szczytu twej głowy
dwa czarne węgliki
tląc się świecące,
że do stóp ci
wierni, poddani,
przeciwni biologicznie
padają
tak twój wzrok jest czarujący.
Twe ciało prężne i giętkie jest
jak u pantery,
gotowe do skoku.
Twa moc tak wielka jest,
że energią życia promieniejesz cała
i serca ratujesz biedakom
choć w większości miłość oddajesz zwierzakom.
a w twym wnętrzu
po doświadczeniu zróżnicowanych przeżyć wielu
dobry jest wynik reakcji.
Podobnaś ty do mnie,
lecz różnaś zarazem,
problemy wszelako mieliśmy te same
lecz różneśmy drogi wybrali.
Z głębi twego serca
wciąż radość i miłość
na zewnątrz się wydostaje
dając nadzieję.
Tyś będąc pierwszą
sprawiłaś że żyję
ta myśl, że istniejesz
choć jesteś daleko
wciąż sprawia
żem nie załamał się jeszcze
wewnętrznie jesteś bowiem stateczna
cierpliwością nie zachwiana
tolerancją przepełniona.
I dlatego bez względu na to
co się z nami stanie
boginią mego serca
na zawsze pozostaniesz.
Powyższe dwa wiersze są dedykowane mojej pierwszej miłości licealnej czyli właściwie pierwszemu powazniejszemu związkowi Agnieszce P. (pseud. “PUNIA”). Żałuję do dzisiaj że skopałem ten związek bo nie ukrywam, że w dużej mierze z mojej winy on się rozpadł. Byliśmy i chyba wewnętrznie nadal jesteśmy przyjaciółmi chciaż kontakt sie urwał około 2001 roku czego również żałuje i oczywiście również mojej winy gdyż chciałem zakończyć sprawe powiązaną z moją byłą dziewczyną Anią (Pseud. Littlle). W kazdym razie czasami tęsknię do tej przeszłości i jakbym mógł cofnąć czas to niepopełniłbym już tych błędów. Swoją drogą Aniu będąc zazdrosną miałaś rację ma się sentyment do pierwszej miłości ….
Klimczok
Szczyt ten dla mnie:
początkiem poezji sukcesu,
początkiem miłości kryzysu.
Jam dumał siedząc rano
w świetle kropel rosy.
I myślał żem nad diablicy zdobyciem,
nad życia mego sensem,
nad wyborem uczuć prawidłowym.
Nagle poczułem energię!
Wstałem,
ręce rozłożyłem patrząc z góry
na nędzny ten świat,
i wyłem do Boga,
by choć raz miłości zakosztować
szczęśliwej pozwolił.
I skryłem się w krzakach
słysząc kroki kogoś,
a były to amazonki z grupy mojej,
wody miłosnej szukające.
I szedłem za nimi
w las ciemny,
potworów krainę,
drzewem zwalonym zagrożenia możliwym.
I zgubiłem się w tej otchłani ciemnej,
i błądziłem przez minut dwadzieścia,
i natknąłem się na amazonki
z raju wód szczęśliwych wracające,
wodą miłości upite.
Lecz nie chciały mi one powiedzieć
gdzie źródło się główne znajduje,
i skazany ja jestem na wieki
nieszczęście w uczuciach piastować.
Tęsknota ma jest tym większa,
że jestem daleko od miejsca,
gdzie dumałem.
I szczyt ten na zawsze zostanie
w pamięci mej
jako
istota natchnienia
letargu siła
życia lepszego nadzieja.
Co rok to samo …
Znów przyjechałem
do miejsca poczęcia miłości,
znów żem Klimczok odwiedził,
znów amazonki nowe poznałem,
znów serce me bić mocniej zaczęło.
I znów ten sam obrazek jak co roku,
smutkiem zakończony
gdy rozstania nadszedł czas.
Znów pozostały tylko wspomnienia,
po przeżyciach z tych wspaniałych dni,
znów serce bije normalnym tonem
i tylko wzdycha na wspomnień czar.
I tak w obiegu zamkniętym
krążą uczucia moje.
Kiedy to się wreszcie skończy ?
– sam nie wiem .
Może gdy odpowiedź amazonka da,
a być może w momencie przekraczania
progu do drugiego świata.
Lecz któż to może wiedzieć ?
Bóg Jeno !
W liceum należałem do kółka górskiego i często jeździliśmy w góry. Ja najbardziej lubiłem i lubie do dzisiaj Beskid Śląski. Klimczok to właśnie szczyt, na którym często w wakacje dumałem i z którego okolicą związanych jest wiele moich przeżyć i przygód. Zresztą w miejscowości Wisła z tego co mi wiadomo się począłem także mam sentyment do tych stron. Oczywiście miałem tu również przygody i zawody miłosne… ale to już czas przeszły dokonany …..
Kasieńka
Kasieńko,
Tyś słoneczkiem o olbrzymiej witalności życia
Jam czerpał z ciebie
dlatego tak długo
przeżyłem w „klasztorze”
I ty jedna byłaś przewodniczką w stadzie;
dwie tylko tam były
owieczki i trzecią ty byłaś Kasieńko;
tyś okalana psychiką mądrości
i tajemnic wiecznych owieczek miłości.
Twa siła ducha,
nawet o tym nie wiesz ,
wielkich przemian w człowieku
dokona
i wskaże mu drogę
i powie co zrobić
by serce jego nigdy
już więcej
tragedii miłości przeżyć
nie musiało
przeciwnie wręcz
w szczęściu
dwóch serc nierozłącznych
żyć do końca będzie.
Dzięki za to, że byłaś,
gdym cię potrzebował
przyjaciółko duchowa
moja.
Karty twe jasną
przyszłość pokazują,
pomoc twa
wielką dla ludzi
podporą będzie,
gdy świat schamieje do końca
ty serc boleści będziesz
romantycznych kochanków
na prostą wyprowadzać.
Kasieńko droga,
wiedz, że nigdy nie zapomnę
twej twarzy rumianej,
z której energię sensu życia czerpałem.
I pamiętaj Kasiuniu najdroższa
Bądź zawsze taką jaką jesteś teraz.
Tak … ten wiersz dedykowany jest Kasi P. (z ówczesnej klasy IIC) , a klasztor to Liceum (wtedy tak było nazywane nasze liceum z racji tego iż dyrektorką była Pani która ponąć kiedyś miała być zakonnicą itp itd.. ale to nie potwierdzone wieści). W każdym razie Kasia była zawsze roześmiana i była przyjaciółką Oli Sz. (Do której odnoszą sie Cierpienia młodego kochanka) i ja zawsze czerpałem sens życia i radość z jej uśmiechu i zachowania.. A tak naprawde to ona do dzisiaj nie wie, że tak było i że nawet jakiś wiersz jest do niej dedykowany… Ale cóż może się kiedyś dowie.. może trafi na tę stronę ….
Noc Wigilijna
Jest taka noc
raz do roku
ciemna – grudniowa,
ale jakże święta
i mimo zimna
ciepła zarazem.
Noc, w której
dobro zwycięża
– ono promienieje ciepłem
topiąc
nawet najtwardszy lód,
zamieniając zmarznięte serca
w gorejące niebotycznym ogniem
dobro!
Noc ta daje
wiarę,
nadzieję
i miłość;
do dawnej,
lecz mającej miejsce
w sercu każdego człowieka
odnosząc się historii
Zbawiciel nam się wtedy
jak Anieli głoszą
narodził
– niosąc pokój
całemu Światu.
Dlatego noc ta
w cuda obfituje
dając radość i miłość,
sprawiając, że:
wybaczamy sobie nawzajem,
zapominamy niechciane chwile,
z serca życzenia sobie składamy
tak, że:
wróg przyjacielem się staje,
a zagubiony na ścieżkę powraca.
Specyficzna i podniosła
ta chwila malutka,
bo w momencie jej trwania
czujesz się
wyzwolony, spokojny
i pełny dobrego nastroju.
Niech ta noc
piękna i święta
duszę nastawi nam w pokoju
i zaszczepi cząstkę dobra
stapiając lód
w sercach zatwardziałych ludzi.
Część osób zarzucała mi, że pisałem ten wiersz na zamówienie. Demnetuje więc pisałem i piszę zawsze jak mam natchnienie i od serca. Nie potrafię inaczej. A przesłanie powyższego nie wymaga chyba komentarza …..
Psychologiczna niewola zakochania ………………….
Są takie dni,
a jest ich w życiu
nie mało
gdy
czujesz się inaczej,
Próbujesz zebrać myśli,
lecz brak ci predyspozycji ku temu
próbujesz zająć się swymi obowiązkami,
lecz nie możesz się skoncentrować.
przed oczyma wciąż staje
„sikoreczka”,
którą wybrałeś
i ponętnym,
niewerbalnym znakiem,
agresywności seksualnej gestem
zaprasza cię ku swemu ciału.
Ona siedzi –
stosując gamę kokieteryjnych gestów,
jej źrenice stają się większe
a usta w połączeniu z magią szminki
coraz czerwieniejsze,
na wpółotwarte
i wilgotniejsze
jak maliny w kroplach porannej rosy
wiszące na krzewie,
jej nogi skrzyżowane
rozchylają się
powoli
w rytm twego kroku
coraz bardziej gdy zbliżasz się do niej,
a wszystko to połączone z lekkim,
majestatycznym uderzeniem ud ręką,
dając ci przyzwolenie
i pragnąc twojego …………….
dotyku.
Obraz znika,
lecz mózg twój
nie pracuje normalnie —
odzyskujesz przytomność umysłu
na chwile,
by potem znów pogrążyć się
w sennych marzeniach
na jawie.
Stajesz się niewolnikiem,
bo twe myśli wciąż są zaprzątnięte
przez ukochaną,
która jest jak wirus
pożerający kolejne komórki
twojego mózgu,
rezydując w podświadomości
rozwijając się
i z czasem blokując podstawowe funkcje organizmu,
który traci wolną wolę,
wytwarzając dopaminę,
przejmując kontrolę
sprawiając,
że ukochana jedynym się staje celem.
I tak cały proces posuwa się w kółko,
chcesz go przezwyciężyć,
lecz nie możesz,
bo trudno jest wyjść cało
z obłędu zakochania
zwłaszcza gdy miłość nieodwzajemnioną się staje.
I gdyby nie najbliżsi
lub cel postawiony
to tragicznie skończyć by się mogło
doświadczenie całe.
Niektórzy mówią , że napsiałem erotyk .. coś wtym jest jednak moim celem było ukazanie narkotycznego działania zakochania czy też zauroczenia. Ostatnio zresztą czytałem, że ponąć zakochanie i zauroczenie faktycznie działa jak narkotyk i może trwać to tak nawet do 7-miu miesięcy. Potem człowiek staje się uodporniony … i nagle obiekt westchnień nie jest już taki wspaniały … Nic wszystko jest dla ludzi i do wszystkiego potrzeba zdrowego rozsądku… zresztą i tak to chemia …..
Wspomnienie absolwenta XXV LO ..
Wśród drzew szumiących
potoku zieleni
stoi szkoła
od Arystotelesa ogrodów
Liceum zwana.
W sercu jej drzewo Lipy wyrasta.
symbol tej szkoły,
gdyż ona nią rządzi
przekształcając się w postać
ludzką codziennie.
Rok w rok Lipa
coraz potężniejsza,
coraz to więcej gałązek posiada
bo:
każda gałąź to jedna jest klasa
każdy listek to jeden jest uczeń
- absolwent, który opuścił mury
tej wspaniałej szkoły.
Bo każdy, kto ukończył
placówkę tę wspaniałą,
cząstkę siebie na zawsze
w niej pozostawił.
I zawsze może do niej
wrócić
i Lipa go przyjmie
z otwartymi ramiona
bo każdy cząstkę siebie tutaj
pozostawił
Każdemu z nas gdy
w przeszłość pamięcią sięgnie
i wspomni młodzieńcze lata
łza żalu się ciśnie na oku
bośmy część życia tutaj przeżyli,
obfitego w radości
jak i również w smutki.
żałujemy żeśmy tak
narzekali bo teraz ………..
jeszcze gorzej.
Bo czym dalej w życie idziesz
tym trudniej .
Lecz pamiętaj absolwencie
drogi:
„ Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej ”
Zdanie to, które w pamięci
mej utknęło,
z wielu kryzysów mię wyciągnęło
a wypowiedziane przez jedną z profesorek
duchową ostoją młodzieży będącą ,
pomaga nam iść w życie
i znosić trudy jego odważnie.
Więc wracaj absolwencie XXV- tki
Do ojczyzny – szkoły,
Która domem dla ciebie.
Tu zawsze spotkasz się
z duchowym wsparciem
I serdecznością
Mimo wszytko lata licealne mogę zaliczyć do udanych i dobrych. Było wtedy wspaniale i dużo mniej kłopotów niż w obecnej brutalnej rzeczywistości. Także pozdrawiam wszytkich absolwentów rocznika 1998 , nauczycieli oraz ludzi zwiazanych z XXV LO im. Jadwigi Zamyskiej w Poznaniu.
Copyright by Adam Smyczyński 2008
Nick i e-mail są polami obowiązkowymi. E-mail nie jest udostępniany osobom trzecim.